Geoblog.pl    whisky    Podróże    Antarktyda, Biegun Południowy    D-43
Zwiń mapę
2024
04
sty

D-43

 
Chile
Chile, Camp 43
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 19277 km
 
DIUNA! Wielka, jak na prawdziwej pustyni tyle, że nie z piachu a ze śniegu.

No kto by się spodziewał?

A taki piękny był plan na dziś.

I się wziął i zje…ał.

No more plans na tej wycieczce – just carpe diem.

Taka diuna pojawia się z daleka i z daleka wygląda jak jakaś fala tsunami zamykająca cały horyzont, od lewej do prawej. W miarę jak się do niej zbliżasz ona rośnie w oczach, bardzo powoli ale systematycznie, widać wyraźnie, że nie ma ucieczki przed nią, żadnej drogi, która pozwoliłaby ją ominąć. No i w końcu stajesz pod nią, nachylenie ok. 30-40 stopni i zaczynasz podchodzić. Często właśnie na odcinku przełamania, pomiędzy sekcją w miarę płaską a tą bardziej stromą pojawiają się zastrugi.

Jak tak sobie dreptałem aby wejść na tę wydmę po raz kolejny naszła mnie refleksja, że to już ponad 40 dni kompletnego odcięcia od tzw. cywilizowanego świata. Oczywiście mam ze sobą różne wynalazki cywilizacji (cała elektronika ale też kompas, jedzenie liofilizowane czy nowoczesną termiczną odzież) i korzystam z nich ale chodzi mi teraz o cały codzienny zgiełk i natłok informacji z tysiąca źródeł, w jakim przyszło nam żyć. I pomimo różnych trudności i ryzyk, z jakimi muszę się tu mierzyć to staram się doceniać ciszę i spokój jakie jest mi dane doświadczyć – wcale mi tego zgiełku tutaj nie brakuje i tak sobie myślę, że powrót do tej tzw. cywilizacji może być trudny po tak długim „detoksie” właśnie z uwagi na ten kosmiczny dystans jaki tu udaje się złapać do wszystkich codziennych spraw, problemów i problemików. Z których zresztą większość – jak się spojrzy z dystansu – to po pierwsze sami generujemy a po drugie tak naprawdę są bez większego znaczenia. Czasem jest to efekt braku komunikacji, złej komunikacji, czasem się zapętlamy bo nie chcemy odpuścić, czasem się zacietrzewiamy i trudno nam ambicjonalnie odpuścić jakiejś pierdoły – chyba każdy z nas ma za sobą kłótnię czy sprzeczkę o jakiś banał. A często nawet nie próbujemy zrozumieć sytuacji i racji drugiej strony bo zależy nam na postawieniu na swoim. I to nam wypełnia w pracy i w domu mnóstwo czasu – sami generujemy zgiełk i nim się karmimy, nim zapełniamy czas. Dopiero z dystansu widać jakie to miałkie i nieważne. Jeśli do tego dodamy czas spędzony w świecie wirtualnym, żyjąc w internecie i mediach społecznościowych historiami z życia innych ludzi lub po prostu treściami bez realnej wartości wykreowanymi w jednym celu -> abyśmy je kliknęli i obejrzeli, to poczucie miałkości i nijakości sporej ilości czasu życia ludzi w dzisiejszej cywilizacji staje się dojmujące...

Ciekawe, że z Perem mamy niezależnie takie same wnioski na ten temat. I dlatego doceniamy komfort pozostawienia tego zgiełku tysiące km stąd i ciszę jaką tu mamy. Szczególnie jak są momenty bezwietrzne to staramy się parę razy w takich warunkach przystanąć na minutkę czy dwie, żeby po prostu zagapić się w nicość i ponapawać się kompletną, bezgraniczną ciszą, która – paradoksalnie – zaczyna wtedy aż dźwięczeć w uszach. Gdyby napisać o tym wrażeniu, o tej emocji piosenkę to idealnie tu pasowałby tytuł „Sound of silence” – choć jest on już zajęty przez jeden taki klasyczny hicior (który opowiada zresztą o czymś zupełnie innym niż mój sound of silence), jeden z moich ulubionych utworów zresztą, więc musiałbym wymyśleć coś innego. Generalnie nie wydaje mi się żebym był w stanie opisać to uczucie, ale – uwierzcie – można się od tego uzależnić.

Dystans pokonany do tej pory = 675,72 km. Dystans pozostały = 256,99 km

 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (1)
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
zula
zula - 2025-01-05 16:14
Dobrze,że jest zdjęcie...wiem ,że to nie tak prosto zrobić ,ale bardzo wzbogaca opis!
Czytam i już zastanawiam się jak będą wyglądać pierwsze godziny , dni po powrocie z wyprawy? Czy hałas będzie upiorny...
Liczę na opis a teraz w drogę bo kilometrów coraz mniej.
Powodzenia!
 
whisky
whisky - 2025-01-05 17:06
No tak, ze zdjęciami jest kłopot bo telefon jest z reguły wyłączony i gdzieś schowany (bo bateria siada z zimna), osobnego aparatu nie ma (bo każdy gram się liczy) no i żeby zrobić zdjęcie to jest większa operacja logistyczna - trzy warstwy rękawic... Ale za to dzięki temu, że byliśmy w dwójkę to robiliśmy zdjęcia sobie nawzajem.
 
 
whisky
Robert
zwiedził 7.5% świata (15 państw)
Zasoby: 156 wpisów156 119 komentarzy119 282 zdjęcia282 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
09.11.2023 - 21.01.2024
 
 
02.02.2015 - 22.03.2015
 
 
22.10.2010 - 27.10.2010