What-a-day! What-a-day!
Tak można by zakrzyknąć ekscytując się niesamowitymi przygodami Wujka Roberta ;) -> ale faktem jest, że dzień o numerku 42 awansuje do elity. Jako najgorszy albo jeden z najgorszych dla mnie.
Jeśli ktoś przeczyta te zapiski to znając dotychczasowy przebieg wycieczki może poczuć się znudzony szczegółami dzisiejszego dnia. Bo poszczególne elementy się powtarzają, różni je tylko stopień trudności, intensywność, warunki w jakich występują. Ale najtrudniej jest kiedy zdarzy się kilka z nich jednocześnie w jakiejś fajnej kombinacji. I tak właśnie było dzisiaj.
Białe mleko rozlało się na cały dzień i w tych warunkach przyszło nam się szarpać w jakiejś, niewidocznej dla nas, przestrzeni usianej zastrugami. I o ile wczoraj zastrugi były nawet przyjazne i w sumie niewielkie to dziś były naprawdę duże. W mojej wyobraźni przedzieraliśmy się przez coś podobnego do rumowiska zniszczonego miasta – na ślepo, na nartach i z doczepionymi saniami nie było to zadanie z tych najprostszych. A jak nic nie widać to wali się na wprost, zgodnie ze wskazówką kompasu, która jest jedyną rzeczą w którą się wpatrujesz. A jak walisz na wprost to bierzesz pod nartę co podejdzie, nieważne czy strome, duże, niewygodnego kształtu, źle ułożone -> nie widzisz otoczenia to nie ma opcji wybierania lepszej drogi. Jakby tego było mało to wszystko zaczęło się na kolejnym podejściu.
Pięć razy nie dałem rady utrzymać równowagi i leżałem – i znowu dużo szczęścia że obyło się bez kontuzji, nie licząc paru siniaków. Przez cały dzień w kość dostało całe ciało i wszystko mnie na koniec bolało – kręgosłup, ręce, nogi, barki, stopy, kolana, przedramiona… Whole body workout all the day. Naprawdę poczułem się dziś zmęczony – a efekt to tylko 14 km. A może to aż 14?
W dodatku w trakcie jednej z przerw na jakiejś czekoladzie czy orzechu ukruszyłem sobie ząb. Problem z zębem to jedna z tych rzeczy, których naprawdę chciałem uniknąć. Mam w apteczce zestaw do awaryjnego zaplombowania zęba żeby dotrwać do wizyty u dentysty ale po wieczornej analizie decyduję nic z tym nie robić – to chyba tylko zewnętrzny fragment szkliwa. Będę czuł dyskomfort ale mam nadzieję, że nic poważnego się z tego nie rozwinie w ciągu pozostałych 15 dni.
Dystans pokonany do tej pory = 659,59 km. Dystans pozostały = 273,12 km