Powitanie nas przez stopień nr 87 wyglądało bardzo ładnie – fajna, spokojna pogoda, minus 20, lekki wiatr, słoneczko, w miarę płasko, bez męczącego śniegu i lekkie zastrugi. No cóż za odmiana po ostatnich dniach, po prostu chce się żyć!
Na drugiej przerwie, tj. po drugiej godzinie marszu, siedzieliśmy na saniach z Perem obok siebie i popijając herbatę z termosu odważyliśmy się snuć ciekawe plany – coś tam w stylu, że dziś to ładnie wreszcie pociągniemy, zrobimy dystans jak za dawnych dobrych dni, jeszcze z pierwszej połowy wyprawy...
No to zaraz po tym, w połowie trzeciej godziny zaczęło się podejście. Strome. Z dużymi zastrugami. I trwało już do końca dnia.
Wyszło na to, że niczego się nie nauczyliśmy i nadal usilnie i bezczelnie próbujemy coś sobie planować. Od razu dostaliśmy dodatkową lekcję żebyśmy sobie nie myśleli, że jak już przetrwaliśmy 86ty stopień te jesteśmy mocni. Nie, nie jesteśmy.
Szczęśliwie chyba rzeczywiście podeszliśmy całość bo na koniec otworzyła się duża, płaska przestrzeń bez zastrug. Więc optymistycznie bo przynajmniej początek jutrzejszego dnia będzie dobry.
Dystans pokonany do tej pory = 616,13 km. Dystans pozostały = 311,87 km