Powoli zbliża się koniec roku. I zbliża się nieuchronnie koniec stopnia 86-go, który tak dał mi w kość. Zapamiętam go dobrze, jutro z nim kończę.
Dziś dzień był dobry, mniej śniegu a więcej zastrug ale były małe (po wczorajszym extra podejściu), teren w sumie można nazwać płaskim. Oczywiście powodują jakieś spowolnienie i szarpanie ale patrząc na całość dnia to miła zmiana w rodzaju wysiłku (he he -> „miła zmiana” o pojawieniu się zastrug, jak to wszystko jest względne). Dopóki zastrugi nie urosną oczywiście.
Piękny spektakl dziś na niebie był moim udziałem. Olbrzymie, monstrualne warstwy chmur przewalały się nisko nad nami, jedna taka bardzo ciężka i ciemnoszara praktycznie leżała na wzgórzu, na które podchodziliśmy, ukośnie do kierunku naszego marszu. I w sumie się przez nas przetoczyła powoli, najpierw nas pochłonęła a potem nas wypluła i bez pośpiechu oddalała się za nami. Niezwykłe widzieć coś takiego na tak otwartej przestrzeni, będąc w samym centrum tego zjawiska. I to całe przedstawienie w kompletnej ciszy jak stanęliśmy. Naprawdę mocna rzecz.
Sporo dziś myślałem w jaki dziwny sposób taka wyprawa jest metaforą życia człowieka. Codziennie o coś walka, mierzenie się z problemami mniejszej i większej wagi. Okresy zniechęcenia i uniesienia. Chwile szczęścia i porażki, satysfakcji w momentach sukcesów i frustracji kiedy twoje plany biorą w łeb. Konieczność adaptacji do rzeczywistości. Wyznaczasz sobie cel i do niego dążysz. Jak jest trudny i pojawiają się przeszkody to możesz zrezygnować ale jak podołasz to satysfakcja ogromna. Z drugiej strony nawet jak zrezygnujesz lub celu nie osiągniesz pomimo starań to – jeśli te starania były uczciwe – droga jaką przeszedłeś czegoś cię uczy, buduje cię. Możesz mieć z tego wnioski na inną swoją drogę.
Tyle analogii, podobieństw. Pewnie znalazłyby się też oczywiste różnice ale jedna jest ciekawa. W codziennym „normalnym” życiu ludzie często udają, grają kogoś kim naprawdę nie są, zakładają różne „maski” na bieżące potrzeby. Aby czuć się lepiej, coś załatwić, wypaść korzystniej, ukryć coś, etc. A tutaj – gdy mierzysz się z naturą w samej jej esencji, bez żadnej taryfy ulgowej – wszystko jest prawdziwe do bólu. I to dosłownie – żadna maska ci nie pomoże. Jesteś jaki jesteś, umiesz to co umiesz, jesteś nagi w swoich słabościach i deficytach. No i albo jesteś przygotowany a twoje kompetencje i talenty są wystarczające – i wtedy grasz z naturą w jej grę, na jej zasadach - albo odpadasz. Nie ma drugich i trzecich szans. Łatwo wychodzi na jaw co się naprawdę potrafi a co się udawało.
Dystans pokonany do tej pory = 584,95 km. Dystans pozostały = 343,05 km