Dziś tylko 13km w niecałe 8 godzin. Ale za to coś się zadziało.
Szedłem sobie przez śnieg w tej mgle nic nie widząc (white-out) cały dzień ale w drugiej części dnia nachylenie terenu nagle się podniosło wyraźnie do góry i pod nartami zaczęły wyrastać nierówności a potem zastrugi. Podejście wyostrzało się stopniowo aż zaczęło być tak stromo jak jeszcze nie było. Ciekawie było odczuć taką zmianę nic nie widząc. Full body workout dla niewidomych. Głęboki śnieg tym samym zniknął ale wysiłek zrobił się jeszcze większy – i fizyczny i psychiczny bo generalnie nie bardzo było wiadomo czego się spodziewać w kolejnym każdym kroku... 4 godziny takiej orki i mieliśmy z Perem dosyć.
Efekt – wyszliśmy zdecydowanie na wysokość ponad 2.000 m npm. To oznacza, że do bieguna zostało już tylko ok. 850 metrów różnicy wysokości rozłożone na 360 kilometrów. Czyli – jeśli wyliczyć średnią – ok. 2,36 metra wysokości na każdy kilometr drogi. Czyli w zasadzie można powiedzieć, że powinno być już tylko płasko.
Ciekawe jak ta fantastyczna analiza zweryfikuje się w praktyce. Oby to był zwiastun dobrych wiadomości. Bo z wysokością jesteśmy jakby w planie, gorzej z odległością.
Dystans pokonany do tej pory = 568,95 km. Dystans pozostały = 359,05 km