Geoblog.pl    whisky    Podróże    Antarktyda, Biegun Południowy    D-48
Zwiń mapę
2024
09
sty

D-48

 
Chile
Chile, Camp 48
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 19352 km
 
Przez ostatnich parę dni jakoś nie miałem weny do pisania. Podobne do siebie godziny, w głowie myśli co się jeszcze morze wydarzyć na ostatnim etapie, co może pójść nie tak, czy stopy wytrzymają, czy rany na dłoniach się nie zaczną pogarszać, czy organizm pozwoli iść, czy zrobi się jeszcze zimniej, …

Dziś było trochę inaczej. Miałem do odebrania pakiet pozostawiony przeze mnie w bazie UnionGlacier – taki awaryjny bo planowałem oryginalnie dojść do bieguna w 50 dni. No ale się przydał jak widać – dziś jest dzień 48-y a do bieguna jeszcze 180 km (albo 100 mil morskich – to może lepiej brzmi ;)) więc raczej w ciągu dwóch dni tam nie dojdę.

Do jedzenia miały być dołączone 4 litry paliwa w miejsce tych, które mi wyciekły parę dni temu. Dostaliśmy od zespołu z UG współrzędne miejsca gdzie to dostarczyli – depozyt miał być na 88 stopniu i 20’ szerokości geograficznej południowej. Doszliśmy do tego miejsca z Perem, fanty znalezione, zakopane podobnie jak pierwszy depozyt w ThielCorner. Ale mieliśmy też nadzieję na coś zupełnie niezwykłego bo na spotkanie innych polarników. Mieliśmy kontakt przez komunikator GPS z Finami, wędrującymi w trójkę i wyszło na to, że oni też mają tu jeden ze swoich depozytów i doszli tu już wczoraj. Zakładaliśmy, że może się jakoś spotkamy na chwilę, że zdążymy zanim oni odjadą – a tu się okazało, że postanowili zostać tu na dzień odpoczynku.

Co tu dużo mówić – fantastycznie zorganizowana grupa. Przewodnikiem tej grupy jest gość o imieniu Poppis i wydaje się, że ma on wszystko dokładnie przemyślane, nic nie zostawia przypadkowi i nie zamierza na takiej wyprawie cierpieć za miliony. Na całej trasie mieli przewidziane aż trzy duże depozyty aby jak najmniej ze sobą ciągnąć ale i tak bagaż mają solidny bo patrząc na zakres tego co ze sobą wiozą to nie wydaje się aby się ograniczali. Mają nawet ze sobą mini-lodówkę (!!!) aby niektóre produkty żywnościowe (np. ryby! czy steki!) się nie przemroziły. Różnorodność i ilość jedzenia powala, do tego gadżety elektroniczne (drony, aparaty, czujki elektroniczne, baterie do tego wszystkiego). Inna rzecz, która nas zszokowała to toaleta, jaką sobie przygotowali na ten dzień odpoczynku – dosłownie i literalnie wkopali się głębiej niż na wysokość dorosłego człowieka (pewnie z 2,5 metra) w podłoże i urządzili tam dwa pomieszczenia, takie małe izby, do których schodzi się lodowymi schodami. Nad tym wszystkim zbudowany z bloków śniegu murek i coś w rodzaju zadaszenia. Chłopaki naprawdę potrafią zrobić wrażenie. Jeden minus dla mnie – to fakt, że w trójkę nocują w jednym namiocie. Duży jest co prawda – ale jednak na wyprawie trwającej ponad 50 dni zero prywatności to może być spory dyskomfort.

Jak więc widać wyprawa na biegun może mieć różne formy i być różnie zorganizowana. Dostaliśmy zaproszenie do namiotu i posiedzieliśmy tam ze 2 godzinki, przekąsiliśmy co nieco, zostaliśmy poczęstowani winem z kartonu (!) i ruszyliśmy w białą mgłę, która w międzyczasie otuliła wszystko. Dorobiliśmy do porannych km jeszcze sześć i wg wszystkich pomiarów wylądowaliśmy na koniec dnia na poziomie 2.700 m npm. Biegun jest jedynie 150 metrów wyżej – więc biorąc pod uwagę dystans jaki nas od niego dzieli to praktycznie powinna już być przed nami tylko równina. Jak zwykle – zobaczymy.

Do mojego pakietu Lucie (menedżerka magazynu w UG) dołączyła paczkę ciastek bezglutenowych i kartkę z życzeniami powodzenia. Miły taki drobiazg i fakt, że ktoś tam pamiętał nawet o gluten-free.

A wieczorem jak uzupełniałem dziennik to zorientowałem się jaki dziś jest symboliczny dzień i gdzie z Perem dotarliśmy. Otóż mamy dziś 9 stycznia 2024 roku a dokładnie 115 lat temu - 9 stycznia roku 1909 – wielka ikona wypraw polarnych, Ernest Shackleton podczas swojej drugiej wyprawy w celu pierwszego zdobycia bieguna południowego (ekspedycja Nimrod) dotarł do najdalej na południe osiągniętego przez siebie punktu – do 88 stopnia i 23’ szerokości geograficznej. Gdzie podjął dramatyczną decyzję o zawróceniu (na ok. 180km od swojego wymarzonego celu) z uwagi na wyczerpujące się zapasy żywności. A my dziś rozbiliśmy namioty na 88 stopniu i 22’ szerokości geograficznej! Czyli praktycznie na tym samym poziomie.

To nie może być przypadek! To jest po prostu dobra wróżba. Co prawda Shackleton tu zawrócił ale ja nie muszę – wręcz przeciwnie właśnie mam dopakowane do sań parę kilo świeżutkich zapasów. Więc nie oglądam się za siebie i dojdę to tego bieguna w imieniu swoim i mojego historycznego przodownika. By endurance we conquer!

Dystans pokonany do tej pory = 751,56 km. Dystans pozostały = 181,15 km
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (3)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (3)
DODAJ KOMENTARZ
zula
zula - 2025-01-10 15:37
Atrakcji moc...spotkanie choć tylko dwie godziny lecz cenne!
Dzień 9 styczeń symboliczny i oby Wasze dojście było blisko ale ...co dalej? Pustka...
A tak przy toalecie jak już mowa...to zabrałabym przenośną taką dla inwalidy ale to ja...;)
Siły I radości.
 
zula
zula - 2025-01-10 15:40
Zdjęcia- cenne! Fantastyczne!
Czy tam są dwa słońca czy tylko ja tak widzę .
 
whisky
whisky - 2025-01-10 16:32
Słońce jest oczywiście jedno, niepowtarzalne i krążyło nad nami 24h. A to zjawisko to złudzenie jak miraż na pustyni - nazywa się chyba refrakcją.
 
 
whisky
Robert
zwiedził 7.5% świata (15 państw)
Zasoby: 156 wpisów156 119 komentarzy119 282 zdjęcia282 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
09.11.2023 - 21.01.2024
 
 
02.02.2015 - 22.03.2015
 
 
22.10.2010 - 27.10.2010