Równoleżnik 88 osiągnięty i przekroczony.
Powtarzać się będę ale – to nie koniec podejść. Dziś dodatkowo ponownie rano były zastrugi.
W południe były zastrugi. Wreszcie po południu były zastrugi. Do znudzenia…
Ale nie było za to miękkiego śniegu. Ani szczelin, ani silnego wiatru. Trzeba szukać pozytywów bo „w życiu piękne są tylko chwile” albo „always look at the bright side of life”.
Albo – jak śpiewała Olga Lipińska: „ciesz się z tego co masz albo przynajmniej śmiej”.
Więc się cieszę z tego co mi podsuwa los – albo się śmieję, choć czasem przez pot i łzy. Taki czarny humor mi się dziś włączył – ale co mi pozostaje, co mogę na to poradzić? Nic, trzeba się dostosować i iść, krok za krokiem, stawiać jedną nartę przed drugą.
Przy okazji dwie informacje z lokalnego świata – przez komunikator GPS dostałem od znajomych informację o Francuzie Vincencie Colliard, który idzie drogą Herculesa z zamiarem pobicia rekordu trasy w kategorii mężczyzn. Jego średnie tempo to … 50km dziennie!!! Za to mój znajomy Kanadyjczyk Patrick Bernier, który miał spore opóźnienie na starcie a idzie najdłuższą trasą – z wyspy Berknera – utrzymuje tempo ok. 25km dziennie. Dla mnie to kosmiczne, nierealne prędkości w terenie, jaki widzę dookoła. Szacunek dla nich wielki! Ale to daje to też do myślenia i w innym świetle stawia trudności – bo się okazuje, że można przemieszczać się szybciej.
Ale ja jestem tylko amatorem, który nie szykował się na bicie żadnego rekordu tylko wybrał się po swoje marzenia. I dojdę tam w swoim – teraz można powiedzieć - spacerowym tempie. Trzeba robić swoje, krok po kroku.
Dziś tylko 15km. Ale o te 15km bliżej celu.
Dystans pokonany do tej pory = 722,81 km. Dystans pozostały = 209,90 km